Nasza historia: Moja historia

Z matką nie zdążyłam się pożegnać

Z matką nie zdążyłam się pożegnać

Wojna to czas kojarzony przede wszystkim z serią tragedii, śmiercią i bólem rozstania z bliskimi. Wieść o rozpoczętej wojnie dotarła do mnie jak miałam 12 lat. Początkowo nie zdawałam sobie sprawy z powagi sytuacji. Rodzice choć sami się bali to uspokajali nas, że wszystko będzie dobrze. Sami tak naprawdę w to nie wierzyli. Kilka dni po tej wiadomości uciekliśmy razem z innymi do lasu, bo Niemcy wkroczyli na nasz teren. Stamtąd mieliśmy przedostać się do sąsiedniej wsi, ale niestety Niemcy dopadli nas i kazali zawracać z powrotem. Po powrocie do domów Niemcy rozpoczęli zbieranie mężczyzn i chłopców do wojska. Zabrali też mojego tatę i dziadka. Tatę wcielili w armię radziecką, dziadka zabrali do kopalni. Babcia pilnowała mnie i moich rówieśników jak zamknęli szkołę. Pamiętam, że często wszyscy chodziliśmy do piwnicy uczyć się. Kolejne miesiące upływały nam dosyć spokojnie. Wielki strach padł na nasz dom jak wpadli żołnierze niemieccy i zaczęli nas przeszukiwać. Wiadomo było, że zabijano wszystkich Żydów z okolic i wielu z nich chowało się w lasach, stodołach i piwnicach. Babcia pomogła wielu Żydom. Ukrywała ich w piwnicy, do której schodziliśmy się uczyć. Odważna była, bo zdawała sobie sprawę, że jak znajdą Żyda to nie dość, że go zabiją to jeszcze babcię i resztę domowników skażą na rozstrzelanie, albo ześlą do obozu, co równało się ze śmiercią. Po śmierci babci, która zmarła najprawdopodobniej z braku witamin, już jako prawie dorosła dziewczyna byłam tak jak mama pomocą opiekunek w ośrodku dla dzieci chorych i zagrożonych gruźlicą. Dostałam się tam prawdopodobnie dzięki sąsiadce, która była sanitariuszką w szpitalu wojskowym. Cieszyłam się nawet bo oprócz pożywienia miałam również schronienie, bo Niemcy do zakładu nie zaglądali. Pomimo wszystko jednak nie było mi tam dobrze. Ciągle tęskniłam za domem, w którym pomimo biedy miałam wszystko. W ośrodku, gdzie panował brud i choroby spędziłam rok, bo zlikwidowali go w trybie natychmiastowym. W zamian za wyżywienie i schronienie dostałam się do gospodarstwa. Dobrze wspominam tamten okres, pomimo tęsknoty za rodziną czułam się tam bezpiecznie. Miałam z kim tam porozmawiać, poczytać polskie książki, pośmiać się. W 1944r. przeprowadziłam się pod Warszawę. Wtedy dowiedziałam się, że zbliża się powstanie warszawskie. Całe jednak powstanie przeżyłam w jednej wielkiej niewiadomej. Nie wiedziałam co się ze mną stanie, czy przeżyję i co dzieje się z moimi bliskimi. Rok później w marcu postanowiłam wrócić do domu. Jedna, jedyna ciężarówka przewożąca ludzi, do której wsiadłam jechała właśnie na zachód skąd pochodziłam. Z ciężarówki wysiadłam 5 kilometrów przed domem. Dalej nie jechała. Szłam piechotą przemoczona i zmarznięta, ale z nadzieją na spotkanie bliskich. Najsmutniejszy i jednocześnie najpiękniejszy obraz jaki mam w głowie do dziś to stojący na ganku brat z żoną i dziećmi. Nie było jednak matki, z którą niestety nie zdążyłam się pożegnać. Dzisiaj do tych wspomnień podchodzę jak do doświadczeń życiowych, które mnie wzmocniły na dalsze lata.

Historia na zdjęciach

Z matką nie zdążyłam się pożegnać


Opinie użytkowników

Masz jakieś przemyślenia lub pytania do tej tej porady? Podziel się nimi w komentarzach!

Interesujące?

Jeżeli jesteś nauczycielem lub prowadzisz szkołę to możesz skontaktować się z autorem tej historii, aby mogła zostać zaprezentowana na lekcjach szkolnych.

Skontaktuj się z autorem historii

Ostatnio dodane

--