Nasza historia: Moja historia

To w niewoli poznałam swojego męża

To w niewoli poznałam swojego męża

Urodziłam się w Wadowicach w 1920 roku. W tym okresie Wadowice należały do tych licznych małych miasteczek w dawnej Polsce, w których ludność żyła z uprawy roli i rzemiosła. Ale to nie rolnictwo, a rozwój rzemiosła odegrały ważną rolę w dziejach Wadowic. Od połowy XVII wieku miasto brało udział w upadku gospodarczym kraju. Po przyłączeniu miasta do monarchii austriackiej nastąpił nowy etap w rozwoju Wadowic. Miasto przestało być wtedy osadą rzemieślniczą, stało się ważnym ośrodkiem kultury. Administracja i wolne zawody stworzyły nowe miejsca pracy, ale tylko dla ludzi wykształconych. Jednak w większości przypadków wadowiczanie szukali zatrudnienia w większych miastach. Matura otwierała im dostęp do studiów wyższych zwłaszcza teologicznych i prawniczych. Na obrzeżach Wadowic znajdowały się średniej wielkości gospodarstwa rolne, typowe dla okolicznych wiosek , nastawione na uprawę zbóż, ziemniaków, hodowlę bydła, świń i drobiu. W jednym z takich gospodarstw pracował mój ojciec. Moja matka pracowała jako pomoc w szpitalu wojskowym. Ubóstwo i brak higieny w szpitalu spowodowały, że wiele osób chorowało na gruźlicę. Wtedy, też zachorowała matka. Miałam wtedy 10 lat , byłam najstarsza z czwórki rodzeństwa. Miałam siostrę Józię, Ruźkę i najmłodszego brata Janka. W domu nie przelewało się. Ojciec pracował w gospodarstwie, a ja musiałam zajmować się rodzeństwem. Moja edukacja skończyła się na 3 latach szkoły powszechnej. Byłam niemalże koleżanką z ławki Karola Wojtyły. Niewiele pamiętam z tamtego okresu. Jak wybrali Wojtyłę na papieża, to dopiero wtedy jakieś szczątkowe wydarzenia dochodziły do mnie. Mogłam pochwalić się znajomością z papieżem. Śmiałam się, z tego bo przecież pamiętam tylko tyle, że chodziłam z Nim do szkoły i żadnych innych relacji nie mieliśmy, więc jaka to znajomość. W szkole niewiele nauczyłam się. Bo niby czego można nauczyć się w 3 lata. Znałam alfabet, umiałam napisać swoje imię i nazwisko oraz adres. To wszystko. Zresztą ojciec nie posyłał mnie do szkoły, gdyż miałam obowiązki domowe. Gotowałam, sprzątałam, zajmowałam się rodzeństwem. Ojciec zmarł jak miałam 17 lat. Też na gruźlicę. Ciężko pracował, nie chciał się leczyć mówił, że nie ma czasu. Wiele razy mówił, że nie ma już siły, że mu się nie chce. Po śmierci mojej mamy poddał się. Nie podołał temu wszystkiemu. Nigdy nie przyznał się, ale ja wiem , że bardzo tęsknił za mamą. Jak Janek mówił mu, żeby znalazł nową żonę, nie chciał nawet słuchać o tym. Rodzice nigdy nie rozpieszczali nas. Ojciec był stanowczy, zasadniczy. Mama chyba trochę bała się go, była bardzo jemu uległa. Nie pamiętam, żeby mnie przytulili. Nie pamiętam, żeby okazywali nawet sobie jakiekolwiek uczucia, a mimo wszystko wiedziałam, że bardzo się kochają. Nie wiem, może wstydzili się siebie, nas... Kiedyś po latach miałam żal, że nie nauczyli nas miłości, nie pokazali jak to jest. Potem w późniejszym życiu sama miałam z tym problem. Po śmierci ojca , mną i rodzeństwem zajęło się wtedy wujostwo. Jednak, gdy wybuchła wojna zabrał mnie do pracy pewien gospodarz. Pracowałam w gospodarstwie, pomagałam w domu, zajmowałam się pszczołami. To był dramat. Ja do dzisiaj trzymam się od tych bzyczących stworzeń z daleka. Potem zostałam odesłana do innego gospodarza do Austrii, gdyż jako małe dziecko traciłam wzrok i ze względu na to polski gospodarz mnie nie chciał. Obawiał się, że nie będę pracowała jak należy. Austriaccy gospodarze traktowali mnie bardzo dobrze. Nie mieli własnych dzieci, więc byłam niemalże jak ich własna. Dbali o mnie, jeździli do miasta do lekarza, dobrze żywili i ubierali. U nich nauczyłam się pisać i czytać. Z czasów wojny pamiętam wszystko. Ale nie chcę rozmawiać o tym. Do dzisiaj mam obraz głodu, gwałtów i mordu. W Austrii poznałam Antoniego. Długo nie wiedziałam, że chłopak potajemnie kochał się we mnie. Miałam przecież Józka i nie zwracałam uwagi na innych. Ale to Antoni w późniejszym czasie zajął szczególne miejsce w moim sercu. Był wysoki, przystojny, bardzo troskliwy i opiekuńczy. Nigdy nie rozpoczął nauki w szkole. Wiele trudności sprawiało mu nauczenie się podpisania imieniem i nazwiskiem. O czytaniu nie było mowy. Przez całe nasze wspólne życie nauczyłam go pisania 10 liter, które pasowały do jego imienia i nazwiska. Ależ on był oporny. Pobraliśmy się w Bremen tam, gdzie się urodził. Do dzisiaj nie wiadomo ile tak naprawdę miał lat. On sam z opowiadań rodziców wiedział tylko, w którym miesiącu się urodził. Nie znał dnia i roku. W tamtych czasach nikt nie zadbał o założenie mu metryki. Przed ślubem, urzędnik „ na oko” sporządził dla niego metrykę, sugerując się jego wyglądem. I tak oto Antoni urodził się w czerwcu 1912r. Myślę, że był dużo młodszy, ale kto by się tym wtedy zajmował. Po wojnie razem z malutkim dzieckiem wróciliśmy do Wadowic do wujostwa. Na gospodarstwie została tylko ciotka. Wujek nie żył, moje rodzeństwo pozakładało swoje rodziny i rozproszyło się po kraju. My postanowiliśmy wyjechać do Gdańska, tam odnaleźliśmy kontakt z siostrą Róźką, która dała nam zakwaterowanie. Z czasem mieliśmy swój własny dom, jednak ze względu na brak pracy podjęliśmy decyzję, żeby wyjechać do innego miasta. I tak znaleźliśmy się w Bolesławcu, gdzie w pobliskiej wiosce działała kopalnia. Mój mąż podjął tam pracę, ja natomiast pracowałam w Fabryce Fiolek i Ampułek. Niedługo, bo wzrok bardzo pogorszył się i nie nadawałam się już do pracy. Dziś wiodę spokojne życie u boku młodszego syna. Najstarsza córka mieszka w Gdańsku, najmłodszy syn nie żyje. I pomimo niepełnosprawności z powodu utraty wzroku nadal jestem pełną życia, sprawną, pogodną, ciepłą i życzliwą staruszką.

Historia na zdjęciach

To w niewoli poznałam swojego męża


Opinie użytkowników

Masz jakieś przemyślenia lub pytania do tej tej porady? Podziel się nimi w komentarzach!

Interesujące?

Jeżeli jesteś nauczycielem lub prowadzisz szkołę to możesz skontaktować się z autorem tej historii, aby mogła zostać zaprezentowana na lekcjach szkolnych.

Skontaktuj się z autorem historii

Ostatnio dodane

--