Nasza historia: Moja historia

Ja kochałem wiersze, a matematyka nie miała w sobie nic z patriotyzmu

Ja kochałem wiersze, a matematyka nie miała w sobie nic z patriotyzmu

Był rok 1939 kiedy przez nasz teren przedzierały się wojska niemieckie. Mama wpadła przestraszona i krzyczała, że chyba wojna, bo bomby spadały niedaleko lotniska. Wojna była blisko, bo za Bugiem i miała przenieść się w pobliże naszego domu. Pod oknami latały pociski, naliczyłem wtedy 5 głębokich dziur po bombach i pełno niewypałów wkoło. Wojna się zaczęła, a pierwszy wojenny koszmar jaki zobaczyłem to publiczna egzekucja. Niemcy przywieźli zakładników w pobliże cmentarza, dobijali rannych, rozstrzeliwali żywych. Bawiliśmy się obok cmentarza, gdy na koniach podjechało dwóch żołnierzy i kazali starszym kopać głęboki dół, a nam patrzeć. My nieświadomi niczego patrzyliśmy przez chwilę, ale przedłużało się to i zrezygnowani bawiliśmy się dalej. Przyjechało kilka osób, Niemcy częstowali ich papierosami, rozmawiali z nimi. Od czasu do czasu spoglądałem ukradkiem w ich stronę . I nagle usłyszałem kilka strzałów, huk i nikogo w pobliżu nie było. To był moment, jedna maleńka chwilka. Ludzie jakby zniknęli z powierzchni ziemi. Nagle ktoś wychodzi zakrwawiony z tego dołu. I potem nie dzieje się nic. Cisza, pustka, niepewność i strach. Przeogromny, ściskający gardło przeraźliwy strach. Do dziś mam w głowie widok żołnierzy udeptujących buciorami ruszającą się jeszcze ziemię. Po dwóch dniach strzelaniny, mama zaczęła nas pakować. Wyjechaliśmy z miasta z innymi, prosto przed siebie, z dala od huku i strzałów. Po kilku dniach kiedy Niemcy weszli do Terespola, my spokojnie mogliśmy wrócić do swojego ocalałego domu. Pamiętam, że w domu na drzwiach musiała wisieć kartka z ilością mieszkańców. Jeśli było ich więcej niż było zapisane, Niemcy mieli prawo wejść i aresztować dzikich lokatorów. Czasem ukrywaliśmy kogoś w domu, mieliśmy uciekinierów, którzy prosili o nocleg, jednak zawsze jak Niemcy sprawdzali ilość zamieszkałych osób z kartką wywieszoną na drzwiach to stan się zgadzał. Swoje rządy na naszym terenie Niemcy zaczęli od aresztowań księży oraz pracowników szkoły. Budynek szkolny służył jako kwatera okupanta, a my mieliśmy obowiązek zaopatrywać przesiedleńców w nabiał, zboże, ziemniaki. Młodzież w czasie wojny nie miała żadnych rozrywek. Jedyna rozrywka to uprawianie ogródka i chodzenie po chrust. Czasem można było kogoś spotkać na randce, ale randka w zadumie czy nie będzie zaraz jakiejś bomby... wątpliwa przyjemność. W szkole uczyłem się wierszy z podręczników. Lubiłem to. W związku z tym, że Niemcy chcieli w nas zabić miłość do ojczyzny, zabrali nam wszystkie książki do języka polskiego, historii i geografii. Zostawili nam matematykę bo nie widzieli w niej nic z patriotyzmu. W wieku 18 lat poszedłem do pracy, a w związku z tym, że w domu było dosyć biednie, sam musiałem zarobić na swoje bieżące potrzeby. Pamiętam, że jako młody chłopak nieraz poszedłem do szkoły bez butów. Kiedyś wpadłem na pomysł zrobienia ich samemu. Gdzieś tam w gruzowisku znalazłem stare buty, nienadające się do użytku bo niejednokrotnie zostawały prawie same podeszwy, wyciąłem z nich te podeszwy i dosłownie przywiązałem sznurem do stopy. Wyglądało to tak: podeszwa, pod nią sznur i wiązanie na kostkach. Na lato mogły być, ale zimą już nie było tak fajnie. Gruba skarpeta nie pomagała, bo nie dość, że było zimno to jeszcze mokro. Ale co miałem zrobić. Cieszyłem się, że byłem w miarę kreatywny i potrafiłem zrobić coś z niczego. Kiedy pracowałem spotkałem na swojej drodze mojego dawnego nauczyciela, który zaproponował mi posadę w szkole. Nie miałem kwalifikacji, ale profesor obiecał pomoc. Uczyłem się dobrze, lubiłem dzieci więc nie było problemów, żeby utrzymać posadę. Moja przygoda ze szkołą nie trwała długo. Z przymusu, bez żadnych kwalifikacji objąłem posadę burmistrza. A, że się nie sprawdzałem w tej roli, szybko mnie stamtąd wyrzucili. Dzięki tej pracy miałem wielu znajomych, którzy pomogli załatwić pracę na kolei. Jak się później okazało, to również nie było dla mnie dobre. W życiu przewinąłem się przez wiele zawodów, jednak w moich myślach zawsze wracałem do szkoły. Po wojnie szkoła stała się moim drugim domem. Załatwiłem sobie posadę w szkolnej bibliotece, a po skończeniu studiów zostałem nauczycielem w wiejskiej podstawówce, w której uczyłem przez długie lata.

Historia na zdjęciach

Ja kochałem wiersze, a matematyka nie miała w sobie nic z patriotyzmu


Opinie użytkowników

Masz jakieś przemyślenia lub pytania do tej tej porady? Podziel się nimi w komentarzach!

Interesujące?

Jeżeli jesteś nauczycielem lub prowadzisz szkołę to możesz skontaktować się z autorem tej historii, aby mogła zostać zaprezentowana na lekcjach szkolnych.

Skontaktuj się z autorem historii

Ostatnio dodane

--