Nasza historia: Moja historia

Czasy PRL, kartki, puste półki i kolejki za niczym

Czasy PRL, kartki, puste półki i kolejki za niczym

Pamiętacie czasy PRL-u, kartki, puste półki i kolejki za niczym? Nazywam się Ludwik, byłem dorastającym chłopakiem kiedy kartki wprowadzili w życie. Wtedy nie bardzo rozumiałem co się działo, chodziłem do szkoły, bawiłem się z kumplami na podwórku, więc inne życie jakby mnie nie obchodziło. Pamiętam wiecznie narzekającą mamę, siedziały z babką w kuchni i gadały o tym czego to nie ma, że czegoś tam brak i czegoś nie zdążyły kupić. Ale mimo tych narzekań to jakoś raczej biedy w domu nie było. Rodzice starali się utrzymać należycie dom, mieli pracę i do garnka było co włożyć. Matka pracowała na poczcie, ojciec był mechanikiem w zajezdni autobusów. Kartki pamiętam doskonale. Chyba były na wszystko, mięso, mleko, czekoladę, papierosy.. Nie wiem czy wprowadzili je, bo były problemy z dostawą towarów czy może była jakaś inna przyczyna. Niby pracy nie brakowało, niby te pieniądze były, a w sklepach puste półki, pełno pustych kartonów, pudełek, u rzeźnika na haku pętko kaszanki i kawałek salcesonu. Z rozmów matki wnioskowałem, że braki w sklepach spowodowane są tym, że ludzie wszystko wykupywali na „zaś”. Zresztą moja rodzina robiła tak samo. To prawda, że nie było tego nie wiadomo ile, bo jak rzucili np. 30 kg cukru na sklep to powiedzmy sobie kupiło go pięć osób i po cukrze. Dobrze było, jak sklepowa pozwalała kupić 1 kg na głowę, wtedy skorzystało te 30 osób. Matka jak dowiedziała się, że coś dobrego w sklepie będzie to potrafiła od czwartej rano stać pod sklepem i czekać, aż otworzą. A jak nie zdążyła przed pójściem do pracy zrobić zakupów to umawiały się wcześniej z babką, że ta przyjdzie i podmieni ją w kolejce. I przynosiła siatki jedzenia, wiele produktów było na zapas i wiele z tego szło na śmietnik, bo nieraz nie byliśmy w stanie tego przejeść. I jak to babka mówiła, trzeba kupić, żeby ktoś inny nie wykupił. I nie daj Boże, żeby oddała nadmiar czegoś, komuś ze znajomych lub rodziny. Wolała wyrzucić, taka była. Często było tak, że jak kupowała np. czekoladę to za jednym zamachem potrafiła wykorzystać całą kartkę. A wiadomo, czekolada szła jak woda, dzieciaków w domu było dużo to i czekolada szybko ubywała. Jak zabrakło to niestety trzeba było nieraz cały miesiąc czekać na następne kartki, żeby móc znowu kupić. I tak w kółko. W tamtych czasach pomimo różnych niedogodności myślę, że nie było aż tak źle. Nie trzeba było szukać pracy, bo ci co chcieli to ją mieli, każdy miał gdzie mieszkać i samochód też był. Maluch bo maluch, ale ważne, żeby jeździł. Szkoła była darmowa, książki do nauki dali z biblioteki szkolnej, nie trzeba było się tym martwić. I życie było jakby spokojniejsze. Nie czuło się tej ciągłej gonitwy, pośpiechu, ludzie byli życzliwsi. Nawet święta inaczej wyglądały. A teraz... Ciągle mi gdzieś spieszno, kupowanie na zapas przejąłem chyba po babce. Mam ciągle obawy, że czegoś zabraknie. Chomikuję jedzenie w dużych ilościach. A potem....cóż, powielam błąd mojej rodziny, wyrzucam na śmietnik, bo już nawet dla Azora się nie nada. I pomimo tego, iż wiem, że to nie jest dobre, jakoś ciężko mi z tym skończyć. Stare, niedobre przyzwyczajenia...eh.

Historia na zdjęciach

Czasy PRL, kartki, puste półki i kolejki za niczym


Opinie użytkowników

Masz jakieś przemyślenia lub pytania do tej tej porady? Podziel się nimi w komentarzach!

Interesujące?

Jeżeli jesteś nauczycielem lub prowadzisz szkołę to możesz skontaktować się z autorem tej historii, aby mogła zostać zaprezentowana na lekcjach szkolnych.

Skontaktuj się z autorem historii

Ostatnio dodane

--